Maestro na obcasach – Marta Gardolińska!

Dyrygent w spódnicy, za której batutą podąża kilkadziesiąt lub kilkaset par oczu należących do członków orkiestry - to zdarza się niezwykle rzadko. Ale jedno jest pewne - kobiety mają siłę i nie boją się o niej mówić, ani jej pokazać. W świecie dyrygentów jednak bardzo trudno jest trafić na kobietę - te, którym udało się osiągnąć sukces można wymienić na palcach jednej ręki. Mimo talentu przedostanie się do pierwszej ligi dyrygentów jest niezwykle trudne.

Przedstawiamy Wam Martę Gardolińską - dyrygent, odnoszącą sukcesy w Polsce i za granicą. Opowiedziała nam o swojej emigracji, sukcesach, miłości, bieżących projektach i planach.

Jak długo jesteś w Wiedniu i co Cię tutaj sprowadziło?

Mieszkam w Wiedniu od 7 lat. Najpierw przyjechałam na Erasmusa – studiowałam wtedy dyrygenturę symfoniczną już w Warszawie na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina. Po roku wymiany uznałam, że nie ma co wracać – Wiedeń to światowa stolica muzyki klasycznej. Żadne miasto nie może się porównać jeśli chodzi o poziom i ilość oferty muzycznej. Postanowiłam skończyć studia tutaj, a po dyplomie naturalnie zostałam, bo w międzyczasie zaczęłam pracować w zawodzie i praca przywiązała mnie do tego miasta.

Jak to się zaczęła Twoja przygoda z dyrygowaniem?

Wcześnie bardzo, w Warszawie szkoła muzyczna – fortepian, po 6 latach przerwa, bo nie lubiłam ćwiczyć. Zmieniłam instrument na flet i w szkole muzycznej 2 stopnia podczas obowiązkowych zajęć z chóru poznałam dyrygent Katarzynę Sokołowską, która mnie zainspirowała. To ona właśnie zaproponowała mi pierwsze zajęcia z techniki dyrygowania, jak również podsunęła mi pomysł, aby pójść na studia z dyrygentury. Wybór na dyrygenturę symfoniczną padł dlatego, że te studia, w przeciwieństwie do dyrygentury chóralnej były o wiele bardziej wymagające oraz bardzo ciężko było się na nie dostać ze względu na niezwykle trudne egzaminy wstępne. Podeszłam do tematu bardzo ambicjonalnie. Jeszcze bardziej zmotywowało mnie to, co usłyszałam przed egzaminami - że na pewno się nie dostanę, bo kobiet w ogóle nie przyjmują, a z uśmiechem i dołeczkami w policzkach, to już w ogóle lepiej się nie pokazywać.

Bo dyrygent kojarzy się ludziom z zazwyczaj z postawnym, wysokim mężczyzną, którego dobrze na scenie widać…

I z siwymi włosami. Czyli jak można sobie wyobrazić – miałam wrażenie, że cały świat mam przeciwko sobie. Ale na szczęście to się już zmienia.

Jak określasz się jako dyrygent?

Trudne pytanie… Po pierwsze – jestem młoda i dzięki temu mam współczesne podejście do pracy z zespołem - nie uznaję dyktatury, zależy mi na wspólnym, partnerskim muzykowaniu bez narzucania własnej wizji. Pragnę motywować, a nie straszyć. Po drugie - jestem Polką – co staram się podkreślić wybierając repertuar, podczas udzielania wywiadów. Polska ukształtowała mnie jako człowieka i artystę i jestem bardzo dumna ze swojego pochodzenia.
Po trzecie – jestem kobietą we wciąż męskim zawodzie. Staram się wykonywać moją pracę tak dobrze jak tylko mogę. Jak w każdym innym męskim zawodzie kobieta musi być lepiej przygotowana – za każdym razem muszę udowodnić, że jestem lepsza niż mężczyzna będący na moim miejscu. Staram się więcej robić niż mówić i mam nadzieję, że bardziej czynem niż słowem zachęcę, zmotywuję czy wesprę inne kobiety mające trudną sytuację w związku z istniejącym jeszcze niestety szowinizmem.

Odnosisz wielkie sukcesy na arenie międzynarodowej i w rodzimym kraju

Zdobyłam wyróżnienie i nagrodę od orkiestry podczas konkursu Im. Witolda Lutosławskiego w Białymstoku dla młodych, polskich dyrygentów, będącego jest „mniejszym bratem” konkursu Fitelberga. Niezwykle cieszy mnie wyróżnienie od orkiestry, bo pochodzi od tych ludzi, z którymi tak naprawdę pracuję.

Kolejnym sukcesem w zeszłym roku było zdobycie 3 miejsca i nagrody specjalnej w międzynarodowym konkursie w Grecji im. Felixa Mendelssohna.

Teraz jestem w półfinale konkursu, w którym na zwycięzcę czeka praca z Marin Alsop – jedną z najbardziej znanych i najbardziej wpływowych kobiet dyrygentów w obecnych czasach. Jest ona bardzo aktywna w promowaniu, prezentowaniu i zachęcaniu utalentowanych dyrygentek na początku ich kariery zawodowej. W tym celu założyła fundację Taki Concordia Conducting Fellowship (TCCF) - i w jej ramach jest oferowany 2-letni „fellowship” – program mentoringowy dla 1 lub 2 dyrygentek polegający również na asystowaniu Marin przy jej koncertach na całym świecie. Decyzja ma nastąpić w ciągu najbliższych tygodni. To byłaby dla mnie wielka szansa.

Niedługo wybieram się  do Berlina na – Interaktives Werkstatt für Dirigieren lub Kritisches Orchester Berlin – Orkiestra Krytyków – są to warsztaty z orkiestrą bez profesora. Zamiast profesora jest orkiestra, na którą składają się ludzie z najlepszych niemieckich orkiestr niemieckich m.in. z Berlina, Hamburga, Drezna, Stuttgartu i Ci muzycy opiniują próby, które my – młodzi studenci, muzycy, dyrygenci prowadzimy. A orkiestra mówi czy zrozumiała, czy jej się podoba, czy takie podejście ma sens.

 Opowiedz o Twoim najnowszym projekcie, który stworzyliście z Alfredo Ovallesem – Twoim partnerem zarówno w muzyce, jak i życiu prywatnym

Właśnie rozpoczęliśmy kampanię crowdfundingową, żeby wydać płytę, którą nagraliśmy w zeszłym roku razem, przy czym aktywny muzycznie był tylko Alfredo. Jest on pianistą i to będzie jego debiutanckie CD. Ja pracowałam jako producent muzyczny – czuwałam nad tym, żeby wszystkie pomysły muzyczne Alfredo były również słyszalne na nagraniu.

Pianistą z Wenezueli mówiącym po polsku…

Tak uczy się języka polskiego i również nagranie było w Polsce, w studiu radia S1 w Warszawie na Woronicza i było nagrywane przez naszego dobrego znajomego – fantastycznego reżysera dźwięku Pawła Przezwańskiego i również na tej płycie znajduje się między innymi utwór fenomenalnej polskiej kompozytorki – Nikolet Burzyńskiej, łączący fortepian z muzyką elektroniczną, sterowaną przez pianistę podczas wykonywania utworu – czyli bardzo skomplikowana forma. I właśnie fragment utworu Nikolet promuje zbiórkę.

Słyszałam, że w ciągu zaledwie 1 dnia udało Wam się zebrać ładną sumkę…

Właściwie to było w pół dnia, bo zaczęliśmy wczoraj w południe i zebraliśmy już 500 euro ale brakuje jeszcze 8 000, a my mamy miesiąc i liczymy bardzo na to, że wszystko się uda, ponieważ projekt jest bardzo ciekawy. Na repertuar oprócz utworu Nikolet Burzyńskiej składa się fantazja Carla Filipa Emmanuela Bacha, jednego z 20 synów Jana Sebastiana Bacha, bardzo awangardowy utwór.  Poza tym Oliviera Messiena – Le Baiser de l'Enfant – Jésus – piękny religijny utwór, bożonarodzeniowy – jest to muzyczny opis zbliżania się do nowonarodzonego Jezusa aż do momentu, gdy światło boskości zaczyna oślepiać. Jest też przepiękny, eklektyczny utwór Federico Ruiza – „Tryptyk tropikalny”. Forma sonatowa utworu jest zaczerpnięta z tradycji europejskiej muzyki klasycznej, ale sam język muzyczny jest inspirowany rytmami kubańskimi, salsą, jazzem. Ma się wrażenie, że się siedzi w kubańskiej kawiarni. Coś przepięknego. Repertuar na płycie zamyka wyżej wspomniany utwór Nikolet Burzyńskiej „Misty reflections” na fortepian preparowany i elektronikę live. Utwór o niezwykłym klimacie z zupełnie nowatorskim światem dźwiękowym stworzonym przez Nikolet. Fragmentu można posłuchać na filmie promocyjnym na stronie crowdfundingu (www.wemakeit.com/projets/transoceanic-my-debut-cd/) Zapewne jak się już domyślasz, repertuar płyty został wybrany jakby na podstawie życiorysu artystycznego Alfredo. Jego podróży z Caracas w Wenezueli, przez Texas, do wymarzonego Wiednia i pośrednio do Polski. Stąd też tytuł płyty- Transoceanic.

Projekt okładki jest kwestią bardzo ważną dla Alfredo – sama okładka powinna być dziełem sztuki samym w sobie. Udało mu się nawiązać współpracę z człowiekiem, który się nazywa Josh Graham, artysta, designer z USA, który współpracował m.in. z Jay’em Z i którego zafascynował projekt Alfredo.

Koncerty?

Planujemy trasę koncertową po wydaniu płyty w Austrii i w Polsce. Najpierw jednak czekamy na wynik naszej zbiórki, która kończy się już 29 kwietnia i jeżeli nie uda nam się zebrać tej sumy, to nie dostajemy nic. Bo portale crowdfundingowe tak działają, że jest wszystko albo nic. Jeśli nie uzbieramy potrzebnych nam pieniędzy, to darczyńcy otrzymają z powrotem wpłacone przez nich pieniądze. Jest to bardzo bezpieczna forma dla wspierających – nie ma ryzyka, że pieniądze zostaną zużytkowane w sposób niezgodny z celem. Kolejnym etapem będzie mastering, dokończenie strony wizualnej, nagranie płyt – to będzie gotowe do ok. sierpnia bieżącego roku. Następnie rozdamy nagrody – wszyscy, którzy nas wspierają w zbiórce pieniężnej otrzymają w ramach podziękowania albo płytę, pocztówkę, a dla tych najbardziej hojnych przewidujemy godzinę lekcji, kawy (lub whisky) z Alfredo a nawet zagranie prywatnego koncertu - także można w pewnym sensie Alfredo wynająć. Niektóre z nagród są dostępne w ograniczonej ilości, także kto pierwszy ten lepszy! Zapraszam na stronę kampanii 😉

Kiedy narodził się Wasz projekt?

Alfredo urodził się z Wenezueli, gdzie najpierw zrobił studia muzyczne aż do licencjatu w Caracas.
Pomysł powstał dawno – 2-3 lata temu i dojrzewał bardzo długo. Alfredo bardzo chciał nagrać płytę i się zastanawiał jak wybrać repertuar i na koniec stwierdził, że będąc na tym etapie swojego życia, gdy się kończy 30-tkę należy dokonać podsumowania jego drogi życiowej od Caracas, przez Teksas, aż do przylotu do Wiednia na studia podyplomowe 6 lat temu. Stąd tytuł - „Transoceanic”

A jak się poznaliście?

3,5 roku temu w Gdańsku, nad morzem na projekcie – zostaliśmy wysłani przez nasz uniwersytet muzyczny na koncert w Filharmonii Gdańskiej.

Marta, czy miałaś okazję dyrygować Alfredo?

Wiesz co, tak! I to był jego pomysł. On bardzo chciał ze mną współpracować. Baliśmy, że się będziemy kłócić, bo oboje mamy bardzo silne poglądy na muzykę i są one dosyć kontrastujące. Spotykaliśmy się przed próbami, aby ustalić wspólną koncepcję i na początku było burzliwie ale efekt był super. Na scenie bawiliśmy się doskonale i świetnie się rozumiemy. Jest on również bardzo dobrym muzykiem kameralnym, co oznacza, że potrafi słuchać bez przemieniania się w diwę. Ma się wrażenie, że ma się partnera na scenie, który uwielbia grać i występować. Wychodzi na scenę z fantastyczną energią i to też mi pomaga w moim stresie.

A jak wygląda jego nauka języka polskiego?

Na początku uczył się przez internet, ja również nauczyłam go kilku słów, a w tej chwili zdaje się, że czyta trochę prasy. Ma fenomenalną wymowę – jestem niezwykle z niego z tego powodu dumna. Teraz zaczyna przypadki i płacze. W Języku hiszpańskim w ogóle tego nie ma, w języku niemieckim 4 jakoś opanował, ale w języku polskim jest ich dla niego jeszcze za dużo 😉

Czy Alfredo fascynuje się w równym stopniu polskimi kompozytorami?

On jest niezwykle głodny wszelkiej muzyki nieznanej. Wyszukiwał zawsze kompozytorów zapomnianych, którzy nie są często wykonywani albo niewystarczająco promowani i tak na przykład, gdy się poznaliśmy urzekł mnie swoją wiedzą na temat polskiej kompozytorki Grażyny Bacewicz. To jest świetna kompozytorka, ma genialne utwory na smyczki i o niej wiedzą ludzie zazwyczaj tylko w Polsce. W Austrii nie wie o niej nikt. Ja osobiście znam kilka jej utworów. Gdy się spotkaliśmy okazało się, że Alfredo wie o niej wszystko, dużo więcej niż ja – wszystkie utwory fortepianowe, symfoniczne.

Zaimponował Ci tym 🙂

Tak, trochę tak 🙂
On ma bardzo wysokie mniemanie o polskich kompozytorach i uważa za niesprawiedliwe, że są tak mało grani i ma żal do polskich artystów za to, że tak mało ich wykonujemy. Ma rację. Jest dużo Polaków za granicą, a rzeczywiście, mało kto aktywnie promuje rodzimych artystów. Mamy muzykę na światowym poziomie i to należy pokazać.

Kiedyś mi wspominałaś, że hobbystycznie Alfredo zajmuje się zupełnie innym rodzajem muzyki.

Rock i metal J Alfredo ma swój zespół, z którym będą kończyć już 2 album. Ich pierwszy zdaje się był nawet nominowany w pierwszej rundzie do nagrody Grammy wiele lat temu. Zespół nazywa się Echoes (https://www.echoeswithin.com). Wciąż pisze aranże, jeśli ma chwilę czasu i uważa, że jest to jak najbardziej muzyka godna popularyzacji, skomplikowana i na wysokim poziomie.

Ostatnio zdobyłaś nagrodę „Wybitny Polak” przyznawaną przez Polonikę – polskie czasopismo w Austrii.

Muszę powiedzieć, że wielkim zaskoczeniem była dla mnie ta nagroda i wielką radością, ponieważ jest to nagroda godła Fundacji „Teraz Polska”. Z jednej strony przyznaje się te nagrody w Polsce ale również za jej granicami. Jest kilka kategorii: nauka, kultura, młody Polak, biznes. A ja dostałam tą nagrodę w dziedzinie kultury i bardzo się cieszę, bo staram się promować polską muzykę. Reklamuję i włączam ją do programów moich koncertów – jeśli mi się to tylko uda – i raduje mnie, że zostało to docenione i motywuje mnie aby starać się dalej. Na przykład teraz 20-21. czerwca w Kuppelsaal na Karlsplatzu mam swoje pierwsze koncerty z orkiestrą, którą teraz przejęłam i będziemy grać między innymi Moniuszkę – uwerturę „Fantastyczna bajka”. Już teraz wszystkich Państwa zapraszam. A 8 czerwca będziemy występować razem z Alfredo w sali Sängerknaben w Augarten (MuTh). Zagramy między innymi „Błękitną rapsodię” Gershwina i wariacje na temat „I’ve got rythm” również Gershwina i symfonię 9 z „Nowego Świata” Dvoraka – rozrywkowy program letni.

Jesteście bardzo zajęci, a co z urlopem?

Będziemy eksplorować Polskę – w lipcu wybieramy się do Białowieży, a w najbliższym czasie na Wielkanoc – prawdziwie polskie święta, dużo jedzenia.

Rozmawiała: Solvita Kalugina-Bulka

Zdjęcia:

©Radek Świątkowski
©Annamaria Kowalsky
©
Mariusz Magnuszewski

 

Zapraszamy do wsparcia projektu Marty i Alfredo - "Transoceanic":


 
https://wemakeit.com/projects/transoceanic-my-debut-cd

 

1 Response

  1. Fenomenalne! Gratuluję sukcesu! Będę śledzić.
    Życzę dalszych sukcesów.

Leave a comment

You must be Logged in to post a comment.