Czy są może słodkie babeczki? – czyli o potędze synergii

Prawie dekadę temu Marcin Szczygielski​ popełnił „Wydmuszkę” – sztukę która rozrywa skorupę kobiecej duszy bezlitośnie odsłaniając ułomności i braki, dźgając we wrażliwe, newralgiczne wnętrze.

Szczygielski nakreślił 2 zupełnie ze sobą kontrastujące portrety – Haliny Kociemby – poblokowanej, zamkniętej w sobie ale wyzwolonej w swojej głowie bibliotekarki-starej panny, której życie orbituje wokół miejsca jej pracy oraz nadopiekuńczej matki kontrolującej jej każdy ruch oraz Roksany Kluczyk – stereotypowej materialistki, żony męża, którą najłatwiej ukontentować torebką, futrem, biżuterią. Magdalena Marszalkowska​ natomiast wraz z teatrem Verein XYZ - Stowarzyszenie XYZ​ oraz fenomenalnymi aktorkami – Katarzyna Kuczer​ (w roli Roksany) oraz Agieszka Malek (w roli Haliny) tchnęły w „Wydmuszkę” miłość, piękno, bezgraniczną przyjaźń, wiarę we własne siły i nadzieję.

Sztuka opowiada historię tych dwóch kobiet, bezskutecznych poławiaczek szczęścia, które spotykają się niby przypadkiem, a okazuje się, że czekały na siebie całe życie. Mają diametralnie różne charaktery. W momencie zderzenia ich misternie wykreowanych przez siebie mikroświatów wyzwala się energia niczym po wybuchu supernowej, a miejscem kolizji jest… biblioteka. Ich życia zostają wywrócone do góry nogami. I wtedy zaczyna się dziać magia. Penetrując i rozgrzebując zapomniane, zakopane gdzieś w podświadomości rany dokonuje się metamorfoza.

Narodziny są trudne i bolesne ale to właśnie z popiołów i zgliszczy rodzą się feniksy.

Aby ewoluować niezbędny jest nam drugi człowiek, który stanie się naszym zwierciadłem podczas, gdy będziemy zaglądali w głąb siebie. Sztuka Marcina Szczygielskiego w odniesieniu do dzisiejszego, globalnego świata zyskuje na spektrum, ma o wiele większy wymiar. Pamiętajmy, że jeśli otworzymy serce dla drugiego człowieka, otworzymy się na świat i możliwości, jakie ze sobą niesie – zaczną się dziać cuda.

Nie wiem czy mogę gratulować Marcinowi Szczygielskiemu tak ogromnych pokładów wrażliwości, które umożliwiły mu napisanie czegoś tak pięknego, głębokiego, poruszając tak trudne tematy, bo wiem, że empatii i miłości do bliźniego uczymy się zazwyczaj w wielkim cierpieniu.
Gratuluję natomiast z całego serca Magdalenie Marszałkowskiej i jej zespołowi wielkiego sukcesu. Urzekła mnie przede wszystkim finezji przy scenografii, bo scena Pygmalion Theater​ jest trudna – mała i ciemna, a wy nadaliście jej przestrzeni i powietrza dzięki fruwającej bibliotece zyskując tym samym na ekspozycji aktorek, które nie zostały przytłoczone masywnymi regałami niknąc wśród nich lecz pięknie wyeksponowane pozostając w centrum zainteresowania widzów. Od napisania „Wydmuszki” minęło już prawie 10 lat, a więc „blacharę” ze sztuki Szczygielskiego należało zrewitalizować i unowocześnić – białe botki i cekiny zostały zastąpione gustownymi botkami oraz elegancką czernią. Stworzyliście wielką sztukę przy braku jakichkolwiek środków na realizację.

Niech Wasz geniusz kreatywności nigdy Was nie opuści.

Dziękuję Wam za wieczór pełen wrażeń, śmiechu i łez.

Solvita Kalugina-Bulka​

Zdjęcia: Tom Photoart​

No Comments Yet.

Leave a comment

You must be Logged in to post a comment.