Tajny składnik zupy z tajnym składnikiem

 

Kim jest Eddieman?

Artystą, muzykiem, podróżnikiem przez życie, a przede wszystkim jest ojcem i mężem w rodzinie, którą kocha ponad życie.

Pierwszy kontakt z muzyką?

Moja przygoda z muzyką zaczęła się gdy miałem 13 lat. Wtedy pierwszy raz wziąłem gitarę do ręki. Było to na koloniach, a moim pierwszym nauczycielem był starszy harcerz, który nauczył mnie pierwszych prostych akordów. W tym samym czasie mój brat pobierał lekcje gry na gitarze, z których po 2 miesiącach zrezygnował i ja zacząłem na nie uczęszczać zamiast niego. Uczyłem się panowania nie tylko nad instrumentami strunowymi, ale również klawiszowymi. Jednak i ja zrezygnowałem, ponieważ nie chciałem odtwarzać. Ja chciałem tworzyć. Kupiłem sobie nową gitarę i zwróciłem się właśnie do tego harcerza z kolonii, który, jak się okazało, mieszkał całkiem niedaleko i który pokazał mi jak grać.

Muzyka towarzyszyła mi od zawsze. Jednak na poważnie nic z tym nie robiłem długo. Były studia, poznałem moją żonę. Rzeczywistość. Aż do momentu aż wybrałem się do kina na film „Kung Fu Panda”.  I tam pojawił się właśnie temat najlepszej na świecie zupy z tajnym składnikiem. Tak naprawdę ta zupa z tajnym składnikiem nie ma żadnego tajnego składnika, to Ty nim jesteś, to Ty musisz w siebie uwierzyć i wtedy Ty sam tworzysz tajny składnik. Po obejrzeniu tego filmu dla dzieci zaangażowałem moich znajomych muzyków w szukanie gitary dla mnie i krótko po tym stałem się posiadaczem modelu Fender Stratocaster. Także dzień po obejrzeniu filmu zacząłem grać kawałki. Na początek było to 8 utworów dla nowopowstającego składu grającego jazz, reagge, a nawet metalowe kawałki. Perkusista właśnie się lubował w ostrzejszych brzmieniach, takich, gdy krew ciekła z głośników, aż trzeba było wiaderko podkładać. Zrobiliśmy skłąd reaggeowy jak Hydrobalance. Razem stworzyliśmy muzykę w 3 tygodnie i nasz repertuar zaprezentowaliśmy, chyba w 2010 roku, na naszych pierwszych koncertach w Ciężkowicach i Wręczycy, niedaleko Częstochowy, z której pochodzę. Ludziom się bardzo podobało. Zarzucono nam nawet, że gramy z playbacku, co oczywiście szybko sprostowałem. Później były kolejne dla większej i mniejszej publiczności. Emigracja do Austrii. Przyjście na świat mojego syna, któremu poświęciłem każdą chwilę. Mój kolejny powrót do muzyki to był rok 2016 – 1 styczeń. Wtedy to mój sprzęt muzyczny – mikrofony, instrumenty, mikser – znów ujrzał światło dzienne. I od tamtej pory nieustannie jestem płodny artystycznie. Dlatego bardzo się cieszę na mój pierwszy koncert w Wiedniu, 21.10.2017r., gdzie zaprezentuję moją najnowszą płytę. Będzie to koncert charytatywny wspierający polskie dzieci chore onkologicznie, które pozostają pod opieką Fundacji Pani Ani Buchacz, współpracującej z Österreichische Kinderkrebshilfe. To dla mnie niezwykle ważne, aby przesyłać dalej dobro, którego doświadczam codziennie.

Jak to się stało, że znalazłeś się w Austrii? Co skłoniło Cię do wyjazdu?

Życie. Dużo pracowałem w Polsce, odłożyłem swój biznes, który niestety po roku czasu nie przyniósł nam dochodu, wręcz odwrotnie. Dla tego „na chwilę” wyjechaliśmy. Plan był taki, że po 5 latach wrócimy do Polski, do nowo wybudowanego domu. Ale, że życie nie jest ani lepsze, ani gorsze od naszych marzeń, jest po prostu zupełnie inne, więc wciąż mieszkamy w Wiedniu. Chciałbym kiedyś wrócić do Polski.

Czym jest dla Ciebie integracja?

Jest dla mnie niesamowicie ważna, zwłaszcza z Polonią. Lubię poznawać ludzi. Każdy ma ciekawą historię do opowiedzenia.

O czym śpiewasz? Co Cię inspiruje?

Inspirują mnie stosunki międzyludzkie. Większość utworów jest o sytuacjach z mojego życia. To nie są wymyślone historie. Moja muzyka to ja, przemycam w niej siebie. To moje odzwierciedlenie rzeczywistości. Latam sobie w rapie.

Inspirują mnie również inni artyści. Nie znaczy to, że kogoś kopiuję. Zdarza się, że podoba mi się zyjaś maniera, którą ja rozbudowuję, czy też jakieś zaciągnięcie wokalu. Rozwijam swoje umiejętności. Moja technika wokalna jest wyuczona samodzielnie – nigdy nie miałem nauczyciela. Ale uważam, ze do mojej twórczości reagge nie jest to zupełnie potrzebne. To jest kwestia taka, że jeśli chcesz śpiewać pięknie technicznie w stacjach radiowych, to być może jest to potrzebne. Lecz gdy się śpiewa prosto od serca, jeśli chce się utożsamiać z muzyką, którą ja reprezentuję, to staje się to zbędne.

Na przykład nauczyciel po szkole muzycznej to rzemieślnik, który po szkole muzycznej sprzedaje ten sam patent każdemu. Jeśli chcesz być niepowtarzalny i sam coś stworzyć, to nie potrzebujesz nikogo, kto Cię poprowadzi za rękę. To coś musi pochodzić od Ciebie, Twojej iskry nikt Cię nie nauczy.

Który utwór jest dla Ciebie najważniejszy, najbliższy i najmocniej naładowany emocjami, zdarzeniami z przeszłości?

Jest to kawałek, który nie jest promowany, nie jest na płycie, można znaleźć na YouTubie. Był nagrywany dyktafonem pojemnościowym, w próbowni, nie dało się nagrać perkusji za bardzo ze względu na słabą akustykę, więc perkusista musiał grać cicho ale najbardziej finezyjnie jak się tylko dało. Utwór nazywa się „Podbijemy świat”. Nie wiem, czy jestem w stanie o tym teraz opowiedzieć. Jest to zbyt osobiste. Tak jak pytałaś – wywiera we mnie największy sentyment. Myślę, że jeśli ktoś posłucha tego kawałka, zrozumie.

Jak wygląda Twój dzień? Bo muzyką nie zajmujesz się jeszcze pełnoetatowo.

Dokładnie, wstaję rano, jadę do firmy, w której pracuję. Wracam z pracy około godziny 17. Bawię się z synem, siłownia, o godzinie 22 zaczynam działać. Piszę, nagrywam i tak do godzin późnonocnych – jeśli jest wena. A wena jest wtedy, gdy mam świetny nastrój, jestem w 100% naładowany hormonem szczęścia, po siłowni. Aczkolwiek, jeśli coś mnie bardzo zdenerwuje, to również zdarzało mi się przelać moje uczucia w dźwięki, słowa.

Jesteś samodzielny w tworzeniu muzyki – sam jesteś w stanie zrobić bity, nagrywasz wokal, piszesz słowa, miksujesz. A jak wygląda sprawa z współpracą z innymi artystami?

Wszystkie moje kooperacje jeśli chodzi o nagraną muzykę, którą pokazuję na Youtubie, to są znajomości internetowe. Poznajemy się na różnych grupach internetowych w podziemiach rapowych.

Bardzo często do spotkania w realu nigdy nie dochodzi, a współpraca kwitnie. Jako przykład takiej internetowej znajomości mogę podać artystę o pseudonimie Habit, z którym nagrałem kilka featów. Wiemy o sobie prawie wszystko, bo pisząc jesteśmy bardziej skłonni się otworzyć na drugą osobę, a nigdy nie spojrzeliśmy sobie w oczy, nie podaliśmy ręki. To niesamowite i przerażające ile dzisiejsza technologia nam oferuje.

Mój najnowszy projekt powstaje przy współpracy z Nah Vex Riddims - z Michałem Markowskim z Wrocławia. Robi dla mnie bity i pomaga mi w tworzeniu mojej 2 płyty. Będzie dużo perkusji, a wszystkie instrumenty będą brzmiały jak żywe. Czuję, że z tym producentem  zrobimy boom na polskiej scenie reggae, bo gdy słyszę jego riddimy to jedyne czego im brakuje to mojego wokalu. Dotego swietnie sie dogadujemy razem I na pewno powstaje tu prawdziwa wieź…

Bardzo cenię sobie również współpracę z Piotrem Sarnowskim, który przygotował dla mnie kilka materiałów filmowych i ma dobre pomysły.

Plany?

Teraz promuję moją pierwszą płytę. Druga będzie inna, bardziej w kierunku reagge niż hip-hopu, bo tam mogę o wiele więcej pokazać siebie.

Co chciałbyś przekazać swoim słuchaczom?

Mój sposób życia, wartości, czyli szacunek, przyjaźń, braterstwo, miłość. Chciałbym, żeby ludzi bardziej cieszył szczery uśmiech niż pieniądze. Ważny jest dla mnie otwarty umysł. Szukam w życiu autentyczności i prawdziwości. „Najcenniejsze niewidzialne, to co jest w środku mnie, wszystko to, co materialne stracić możesz w jeden dzień”. Pieniądze, które odłożysz sobie na konto, a o które Twoja rodzina pozabija się po Twojej śmierci nie są dla mnie priorytetem. Wspomnień nie zabierze Ci nikt.

Zapraszamy do zapoznania się z twórczością Eddiemana:

Kanał Youtube

Facebook

Solvita Kalugina-Bulka

Zdjęcia: © Marcin Ignatowicz

 

 

 

No Comments Yet.

Leave a comment

You must be Logged in to post a comment.