Pies Marszałkowskiej

Stare chińskie przysłowie mówi, że na sztuki Marszałkowskiej warto chodzić!

Przy pomocy jedynej w swoim rodzaju plastycznej ekspresji Marcina Marszałkowskiego i pięknej dykcji oraz spokoju ducha Adama Turczyńskiego zaprezentowano nam historię niezwykłego spotkania dwóch mężczyzn, o bardzo różnych, a zarazem bardzo podobnych historiach, tyle że w różnych ich etapach. Paleta dynamiki ich spotkań była bardzo bogata - od rękoczynów, poprzez nauki i próby nawracania na inną ideologię, wycieczki osobiste, złośliwości, sączenie razem piwka, aż do wspólnego symbolicznego łowienia ryb, ale tak nie do końca po męsku, raczej tak po ludzku.

Dialogi przyprószone były subtelnym poczuciem humoru i obfitowały w odważną i odświeżającą dawkę slangu i języka powszechnego, bez niepotrzebnej cenzury, a zabawa stereotypami, jak zawsze swobodna w rękach autorki sztuki śmiało nadawała jaskrawych barw postaciom – przekolorowany zestresowany biznesmen jako nieszczęśliwy mąż, oraz bezdomny – a jednak bogaty w doświadczenia życiowe pustelnik, chcący podzielić się dobrą radą. Ludzie, jak to ludzie, dobrych rad rzadko słuchają, a też dawcy rad rzadko potrafią je zastosować we własnym przypadku, czego owoce przedstawia postać bezdomnego.

Autentyczności problematyki zawartej w sztuce dowodzą najlepiej reakcje publiczności – momenty, w których połowa sali śmiała się w głos, w druga połowa, która prezentowane sytuacje odczuwała najwidoczniej przez pryzmat własnych doświadczeń tylko milczała, rozdrapując we wspomnieniach stare rany, czy też szukając analogii tam, gdzie może dotychczas ich nie znaleźli. Czy też kiedy w rzędzie przede mną dało się słyszeć, jak Pani powiedziała (jak mniemam) swojej dorosłej córce „słuchaj” i pokiwała palcem, kiedy na scenie w obroty wzięto tematy małżeńskie.

Wielowątkowość „Pogrzebanego Psa” zachwyca, a zawarta w nim treść, ta rozwinięta, zarówno jak i ta tylko „liźnięta” wystarczyłaby na cały serial Netflixa. Jednak to te pominięte treści były najbardziej wyraźne, tak jak drażliwa kwestia dzieci bezdomnego - piękny zabieg przemilczenia tego tematu pokazywał, jak duży ból on może sprawiać, a że milczenie wyraża więcej, niż tysiąc słów, resztę każdy już dopowiedział sobie sam, a po widowni przechodziła głucha fala współczucia dla fikcyjnego bohatera za każdym razem, kiedy wspominane były jego dzieci.

Dobrze przemyślana gra światłem i dźwiękiem dała nam odczuć upływający w sztuce czas, zmiany jakie zachodzą w porach dnia, a zarazem zmiany, które zachodzą w bohaterze - młodym biznesmenie…A może nie było żadnej zmiany,  może była to tylko gra, gra w grze, żeby zmylić przeciwnika, żeby osiągnąć cel. Ostatecznie młody waleczny uspokoił się dopiero wtedy, kiedy zostało mu obiecane to, czego chciał, czyli jego działka, jego własność, jego świętej pamięci Mopsiu pod brzozą pochowany.

Czy czegoś się z tego wszystkiego nauczymy? Czy wyciągniemy wnioski? Prawdopodobnie nie, ale zawsze ulży nam kiedy pośmiejemy się z tego, na ile to sposobów można spartaczyć sobie życie, szczególnie kiedy to jest życie kogoś innego. A potem wyjdziemy z teatru i pójdziemy popełniać swoje własne błędy, które może kiedyś zaprowadzą nas i nasz kosz z supermarketu pełen śmieci na czyjąś działkę.

A tekst powyższy był o: „Tu leży pies pogrzebany” reżyserii Magdaleny Marszałkowskiej, w obsadzie Marcina Marszałkowskiego i Adama Turczynskiego; przyjemnie dla ucha oprawionej muzycznie w kompozycje Macieja Hellera.

Recenzja: Wiktoria Kawecka

Fot.: Thomas Salamonski

No Comments Yet.

Leave a comment

You must be Logged in to post a comment.