Polski „rojal weding“ w Wiedniu by XYZ

Zanim oczy całego świata zwróciły się w kierunku Harryego i Meghan - w Wiedniu odbył się polski „rojal weding” w wydaniu teatru XYZ w reżyserii Magdaleny Marszałkowskiej, która z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę przygotowała autorską interpretację pierwszego dramatu Witolda Gombrowicza napisanego jeszcze przed wojną „Iwona, księżniczka Burgunda". Sztuka została zagrana po niemiecku bez polskich napisów, a majstersztyk pobłogosławiła sama Rita Gombrowicz – wdowa po mistrzu.

Tym, którym się wydawało, że Marszałkowska już niczym nie zaskoczy – byli w poważnym błędzie. Teatr XYZ wyrobił sobie podczas wieloletniej działalności na arenie polonijnej silną markę, a spektakle grane były w wielu krajach. Poczęstowani zostaliśmy intermedialną konstelacją łączącą sztukę i media, teatr i Instagram, Facebook, Twitter itd. Do teatru wdarła się high fashion projektu Laury Filip spod igły Barbara Lach-Filip. Projektantka ma na koncie współpracę z polskimi gwiazdami takimi jak: Michał Szpak, Sarsa, Paulina Nykiel i wiele innych, a muzykę do sztuki skomponował sam Maciej Heller – wieloletni przyjaciel teatru i fenomenalny muzyk. To właśnie jest potęga synergii w najczystszej postaci!

Social media, selfie sticki, utrata kontaktu z rzeczywistością, festiwal gówna, gdzie ludzie walczą o lajki, a największą karą jest unfollow na "Insta" i wydalenie ze znajomych na "Fejsie". Szerowanie, postowanie, high fashion i faszyn from raszyn, próżność, plastikowe cycki, nosy, dupy i mózgi – Marszałkowska znów przytrzymuje nam lustro. I nie jest to, niestety, krzywe zwierciadło, bo każdy z nas ma brudek za pazurkiem. W pogoni za elektroniczną akceptacją zapędzamy się w coraz czarniejszy róg, gubimy po drodze siebie. Zachłystujemy się substytutem życia towarzyskiego. Powtarzamy kłamstwa, w które ostatecznie zaczynamy wierzyć. Abnegaci zostają pokonani i eksterminowani. To niesamowite jak bardzo sztuka napisana ponad 80 lat temu jest atualna.

Gombrowicz przewraca się w grobie i przebiera nogami – z dumy oczywiście. Kreacje aktorkie były najwyższej jakości. Nowa interpretacja Iwony w dynamicznym przedstawieniu zaprosiła publiczność do interakcji. Każdy z obecnych na sali stał się częścią performance’u. Chiara Chunsky pierwszorzędnie zagrała rolę rozlazłej, bezkształtnej, nieogarniętej Photoshopem, nieskażonej Instagramem ani FB Iwony. Perła rzucona przed świńskie ryła królewskiego dworu. Ciotka nr. 2 , którą zagrała Anna w niemieckojęzycznej sztuce nie znając niemieckiego języka, groźnie łypała oczami i zachęcająco kręciła wyrzeźbionym tyłkiem. Ekspresja level 100. Wojciech Czarniak przedzierzdgnął się aż w 3 postacie – w każdej poradził sobie znakomicie. Wielkie brawa za skile chodzenia na 12cm szpilach. Marcin Marszałkowski w roli bezwzględnego króla i ojca nie przypadkowo został ucharakteryzowany na ikonę mody i designera Karla Lagerfelda. Gdy tablicach znajomych oraz oficjalnych profilach gwiazd w dniu 16 października zaczęły pojawiać się hasztagi #metoo lub #jateż, będące elektronicznym echem w mediał społecznościowych na problem molestowania seksualnego, artysta został poproszony o wypowiedź dla magazynu “Numéro” o wypowiedź na ten temat. Problem został skwitowany w sposób ekstremalnie szowinistyczny. Upodlenie i uprzedmiotowienie kobiet jest wielkim problemem, który Magdalena Marszałkowska, znana ze swojej prokobiecej działalności społecznej, często przywołuje w teatrze.

Nie zdradzamy ani fabuły ani zakończenia. Zapraszamy na kolejne spektakle, które będzie można zobaczyć już tej jesieni – jak zdradziła nam główna sprawczyni zamieszania.
A my pięknie dziękujemy, kłaniamy się i czekamy na więcej.

Solvita Kalugina-Bulka

Marszałkowska po raz kolejny nie rozczarowała;  zaserwowała nam sztukę przez duże S - piękną i ironicznie, i klasycznie. Ukłony należą się też aktorom za umiejętne odtworzenie kompleksowych ról i sprawność posługiwania się nie ojczystym językiem.

Wychowani w popkulturze początkowo śledziliśmy wątek miłosny, dopóki nie okazało się, że wiele miłości, oprócz narcystycznej, w Yvonne nie ma. Zaprezentowanie społeczności zdominowanej przez normy, które sama sobie narzuciła sprawiło, że mogliśmy docenić otaczających nas prawdziwych przyjaciół oraz rodzinę, którym to możemy pokazać swoją prawdziwą twarz. Chyba, że ktoś nie ma w swoim otoczeniu tak zaufanych osób, wtedy na pewno mógłby się utożsamić z królową Margaret i jej wewnętrznym dramatem, który dla nas uzewnętrzniła.
W spektaklu poruszone były ważne, ale też dość nieprzyjemne tematy, nad którymi refleksja nikomu nie przychodzi łatwo, a mianowicie, między innymi, dopasowywanie się do otoczenia, uleganie presji społecznej albo właśnie przeciwstawianie się jej i płynięcie pod prąd, a także ukrywanie swojej wrażliwości. Boimy się znaleźć w kimś samego siebie? Czy unikamy podobieństw? Nie tolerujemy też zbytniej odmienności - trzeba być na tyle oryginalnym, żeby nikt przypadkiem nie znalazł w nas bratniej duszy, ale też nie wyróżniać się za bardzo, żeby się nie narażać tym, którzy chcą być zawsze top tematem w towarzystwie. Najbezpieczniej jest być po środku - nie przesadnie bogatym, ale i nie biedakiem; nie być brzydkim kaczątkiem, ale również nie grzeszyć urodą. Ale co najważniejsze - trzeba spełniać standardy: nie robić tego, co nie wypada, podziwiać tego, kogo wszyscy podziwiają, upodabniać się do kanonów piękna wytyczonych przez współczesność - dążyć do cudzej perfekcji. Jak odnaleźć się w tym ludzkim tworze, społeczeństwie, w którego obrębie tworzą się społeczności rządzące się własnymi prawami?

Z prawa i lewa, z rzędów za mną i przede mną dość często dało się słyszeć szepty, z których wywnioskowałam że spektakl budził w widzach silne emocje. Jakie? Nie wiem jak reszta, ale u mnie była to cała gama reakcji - przez rozbawienie, zaciekawienie i podziw, aż po zażenowanie, wstyd i smutek współodczuwane z aktorami, a nawet  lekką irytację spowodowaną szarganiem biednej Yvonne przez pozostałych bohaterów.

Nierzadko trudno było się skupić na samej akcji, gdyż piękni ludzie, ekstrawaganckie, mieniące się i falujące stroje, a szczególnie aktorzy, którzy nigdy nie schodzili ze sceny i non stop grali w drugim i trzecim planie, skutecznie uniemożliwiały osadzenie wzroku w jednym miejscu na dłuższą chwilę. Mimo optymalnej długości sztuki charaktery postaci były bardzo konsekwentnie zarysowane.
Po rozmowie z kilkoma innymi widzami okazało się, że każdy wyniósł z tego doświadczenia coś innego, każdy skupił się na innym wątku, faworyzował inną postać, inną znienawidził. A jeśli o mnie chodzi? Zobaczyć “Yvonne, die Burgunderprinzessin” w reżyserii Marszałkowskiej i wykonaniu tego teamu aktorów dwa razy to za mało! Dziękujemy za silną dawkę wrażeń i tematy do głębokich refleksji na następne tygodnie.

Wiktoria Kawecka

No Comments Yet.

Leave a comment

You must be Logged in to post a comment.