Baba od 8 garów – Karolina Pilarczyk

Karolina „CK” Pilarczyk – Queen of Europe, Królowa Polskiego Driftu, Polish Drift Girl jest jedyną licencjonowaną drifterką w Polsce. Posiada licencję King of Europe, King of Asia, PFD i startuje w zawodach driftingowych na całym świecie. 1.10.2017 stanęła na podium broniąc uzyskanego w zeszłym roku tytułu Queen of Europe w Greinbach, Austrii, podczas zawodów King of Nations International Drift Series, na jednym z najtrudniejszych torów do jazdy w precyzyjnym poślizgu.

Karolina Pilarczyk to uosobienie zacięcia, uporu i ambicji. Mieliśmy zaszczyt towarzyszyć jej podczas finałów King of Europe, podczas których opowiedziała nam o swojej pasji do rywalizacji w sportach motorowych.

Jak się zaczęło? Dlaczego motosport?

Zakochałam się w samochodach przez przypadek. Nie mam w rodzinie żadnej tradycji motosportowej. Moi rodzice, ani facet, ani nikt mnie do tego tak naprawdę nie przekonał.

Jestem związana z driftingiem od 2005 roku. Wtedy powstała Polska Federacja Driftu i zostały zorganizowane pierwsze zawod driftingowe w Polsce, w których oczywiście wystartowałam.

Kiedy dowiedziałaś się o tej dyscyplinie sportowej?

To było podczas wyścigów na ¼ mili w 2004 roku. Kolega robił pokaz driftu. Kiedy zobaczyłam, że facet wykonuje kontrolowane poślizgi samochodem, od razu mnie to zaintrygowało i zapytałam : „Co ty robisz”. On na to, że jest to dyscyplina motosportowa. Ja w tym czasie brałam udział w amatorskich rajdach i to co mnie najbardziej fascynowało to były właśnie poślizgi, za które ciągle byłam karana przez mojego pilota. I wtedy zdałam sprawę, że ja mogę robić to, co kocham. Mogę się ślizgać, a wręcz powinnam.

Pierwsza maszyna na tor?

Moje pierwsze auto driftingowe kupiłam na kredyt. Zupełnie przez przypadek wylądowałam z BMW. Zaspawałam dyferencjał i utwardziłam zawieszenie. To była cała przeróbka, którą zrobiłam w tym samochodzie. Niestety nie miałam środków na inne modyfikacje. To był ciężki okres, który trwał 3 lata, kiedy próbowałam pozyskać sponsorów. Nikt mi nie chciał pomóc. Rodzice uważali, że jest to  moja fanaberia, że mi przejdzie i nie powinnam się w to bawić. Ciągle słyszałam, że się nie znam, że jestem kobietą, że nie stać mnie. I tak też było rzeczywiście - nie miałam ani pieniędzy, ani wsparcia ani wiedzy- wiedziałam, że samochody mają 4 koła i silnik, a jednak się uparłam, że będę brała udział w zawodach. Stwierdziłam, że znajdę na to sposób. Byłam  mocno zdeterminowana i odkryłam, że ja właściwie nie zakochałam w samochodach, tylko właśnie w poślizgach.

Nie wyobrażam sobie, że kiedyś przestanę jeździć. Cokolwiek osiągnę, jakkolwiek mogę zdobyć mistrzostwo świata i wszechświata – będę to robić, bo to mi daje satysfakcję i szczęście. W 2008 roku udało mi się zorganizować większy budżet. Wybudowałam pierwsze auto i od 2008 roku starałam się robić poważniejsze kroki w driftingu. Jednak wciąż była przede mną długa droga. Dopiero w 2013 roku zbudowałam auto, które naprawdę się do czegoś nadawało. 9 lat po tym kiedy po raz pierwszy zobaczyłam drifting… kawał czasu. I to był dla mnie przełomowy moment.

Musiałam walczyć o to bardzo długo. Walczyłam nie tylko o budżet ale również o szacunek, o sprzęt o ludzi i wsparcie. Były potknięcia, wiele mentalnych „uderzeń w ścianę”. Potrafiłam się otrząsnąć i iść dalej. Pokazuję i mówię o tym ludziom, co robiłam, jak robiłam i przekonuję, żeby się nie poddawali, tylko robili to co kochają.

Jestem przykładem takiej osoby, która mając niemal cały świat przeciw sobie potrafiła zagryźć zęby i znaleźć sposób na realizację marzeń.

 

Gdzie najlepiej Ci się jeździ i dlaczego w Austrii? 😉

To, jak zawody przebiegają w dużej mierze zależy od publiczności. W Austrii publiczność jest fenomenalna i przez to jeździ się  tu fantastycznie. Tor w Greinbach to trudny obiekt, bardzo techniczny. Trzeba mieć dobrą linię, żeby go przejechać, zbudować odpowiednią prędkość.  Ale właśnie przez to, że jest niezwykle wymagający i szybki – jest fajny. Świetnie pokazuje poziom umiejętności zawodnika.

Startuję w lidze europejskiej King of Europe oraz ligach polskich Drift Open i Drift Masters GP. Właściwie wszędzie czuję się świetnie. Natomiast w King of Europe bardzo fajne jest spotkanie z wieloma kulturami. Ci ludzie są dla siebie niesamowicie mili i dają cudowne wsparcie.

Czyli jesteście trochę jak taka wielka rodzina.

Tak, jest wielu zawodników, którzy jeżdżą już od wielu lat i dlatego dobrze się znamy. Można powiedzieć, że jesteśmy jak jedna wielka rodzina. Drifting jest wciąż dyscypliną, która jest na wznoszącej, rozwojowej pozycji, dlatego nie ma jeszcze wielkiej rywalizacji pomiędzy zawodnikami. Rywalizujemy na torze. Natomiast jeżeli się okazuje, że komuś coś się psuje, czegoś zabraknie, to organizujemy się i pomagamy. Na przykład ostatnio koledze w Malezji ukradli koła. Pomogliśmy mu je zorganizować, aby mógł wystartować. Innym razem koledze z Dubaju rozleciał się w silniku napinacz paska. Byliśmy wtedy na zawodach w Słowacji. Chłopak się załamał, bo skąd wziąć podzespoły?! Na szczęście to był taki sam silnik jak nasz, więc daliśmy mu ten napinacz i powiedzieliśmy: „baw się dalej”. Współpraca jest dla nas najważniejsza. Wychodzimy z założenia, że wygrywamy na torze, nie walkowerem.

 

Jak oceniasz stan polskiego driftingu?

Mamy świetnych drifterów. W Europie jesteśmy znani z tego, że to właśnie my, Polacy, Ukraińcy i Irlandczycy jesteśmy najlepsi. Mamy dużo w sobie waleczności, wykwalifikowanych specjalistów, którzy budują świetne maszyny i potrafią je naprawić w najbardziej trudnych wrunkach.

Czy rośnie w Ci w Polsce konkurencja?

Tak, co mnie niezmiernie cieszy. Lubimy rywalizować, więc to jest świetne, że coraz więcej kobiet angażuje się w ten sport. Przez wiele lat byłam sama. Od 3 lat zaczęły dołączać do mnie dziewczyny. 3 lata temu wystartowała jedna dziewczyna , w zeszłym roku było ich już 4, a w tym liczba polek startujących w zawodach wzrosła do 6-ciu. Co więcej – w social mediach ujawniło się aż 14 drifterek, które ćwiczą.

Inspirujesz.

Dużo dziewczyn pyta mnie jak się przełamać, jak zdobyć sponsora i tak dalej. Szukają tej pomocy, co mnie niezmiernie cieszy, bo ja chętnie dzielę się swoją wiedzą . Mam nadzieję, że w Polsce utworzy się fajna liga kobieca. Często zgłaszają do mnie dziewczyny, które mówią, że jeżdżą od dawna ale na placach treningowych nie czując się jeszcze na siłach żeby w zawodach wystartować. Wtedy pytam: „dlaczego ja o Tobie nie wiem? Dlaczego nie starujesz w zawodach?”. Tutaj chciałabym też bardzo mocno zaapelować, żeby początkujące drifterki nie przejmowały się ludźmi, hejterami, tylko robiły to co kochają.

Są hejterzy?

Oooooj, bardzo dużo! Zacznijmy od tego, że kobietom nie wybacza się błędów. Bo „baby do garów”, na co ja odpowiadam: „Tak! 8!”.[i] Jak panom coś nie wychodzi, to zapewne z powodów technicznych: bo opony się skończyły, dyferencjał się rozleciał, sprzęgło się ślizga, bo, bo, bo… Jak kobieta chociaż jeden raz popełni błąd – werdykt – nie umie jeździć. Tak jesteśmy oceniane. Kobiety bardziej są krytykowane. Kobiety są wystawione na większą presję i obserwację, dlatego kobieta musi pokazać dużo więcej, żeby zdobyć szacunek. Ale my to robimy dla siebie i dla publiczności. A wszystkich hejterów zapraszam, aby spróbowali tej dyscypliny naszpikowanej adrenaliną. To są naprawdę piękne emocje.

Czy przy okazji wyjazdów zagranicznych spotykasz się z Polonią?

Bardzo często spotykamy się z Polonią, która nas świetnie odbiera. Cieszą się i kibicują, że mają w zawodach przedstawicielkę swojego kraju. A, że zajmujemy wysokie miejsca, te emocje są jeszcze większe, bo Polacy mają powód do dumy. Zawsze bardzo się cieszę na spotkania z rodakami.

Na co dzień zajmujesz się branżą IT.

Pracuję w branży IT, jestem właścicielem firmy informatycznej. Cały czas jestem aktywna w tym zawodzie, pomimo, że drifting wypełnia mi 80% mojego czasu. Pracuję też nad moim doktoratem. Tematem jest SBVR - Semantics of Business Vocabulary and Rules, czyli staram się stworzyć oprogramowanie dla biznesu, tak żeby to biznes pisał sobie oprogramowanie, a nie IT było w to zaangażowane. IT musi to połączyć i sprawić żeby to działało. Chodzi o znalezienie odpowiedniego kanału komunikacji między informatykami a biznesmenami. Każdy posługuje się swoim fachowym językiem, co powoduje, że, komunikacja może być nieprecyzyjna. Dochodzi do wielu nieporozumień i z tego powodu wiele ciekawych projektów upada, a ja bardzo chciałabym usprawnić tą sferę. Na przykład, ja mówiąc: „pies”, myślę o amstafie, a ktoś inny zobaczy w swojej głowie jamnika.

Mówiąc pies, myślisz amstaff. Jesteś znana z Twojego wielkiego serca dla zwierząt

To prawda. Kocham zwierzęta niezależnie od tego czy jest to pies, kot, pająk czy mrówka. Każdemu stworzeniu należy się prawo do życia. Najbliższe mojemu sercu są psy, właśnie amstaffy, które są niezwykłymi stworzeniami. Są to psy o tak ogromnym sercu dla ludzi, że mało kto zdaje sobie z tego sprawę. PR’owo i medialnie są zniszczone i demonizowane, kreowane jako psy mordrcy, przez co ludzie się ich boją. Prawda jest taka, że rasa ta była tworzona dla walk. Wzbudzano w nich agresję – to fakt – ale tylko do innych zwierząt. Natomiast, gdy te psy walczyły między sobą, człowiek miał prawo wejść do ringu i pies nie miał prawa go zaatakować. Psy, które wykazywały jakąkolwiek agresję do ludzi były eliminowane. W tym momencie te psy, jak żadna inna rasa, kocha ludzi. W Stanach Zjednoczonych były używane nawet jako niańki dla dzieci. Był to pies pilnujący rodzinę, walczący o tą rodzinę. Przez swoje przywiązanie i siłę, były też wykorzystywane podczas wojny – służyły wiernie żołnierzom, wykrywały ładunki wybuchowe. Rasa ta stała się nawet symbolem USA. Później psy te niestety ludzie zaczęli wykorzystywać do własnej rozrywki – do walk psów. I to jest właśnie ten paradoks, szczyt obłudy ludzkiej – najpierw tworzą psa do walk, a później mają do niego pretensje o to, że jest agresywny.

Ja walczę o te psy pokazując, że są one mega oddane, rodzinne. Działam w fundacji AST, która ratuje Amstafy. Sama mam w domu adoptowane 2 psy, które są dla mnie jak dzieci, za które oddałabym wszystko.

Czym jest dla Ciebie sława?

To co mnie bardzo cieszy, to to jak ludzie mnie odbierają i to, że jesteśmy w stanie dotrzeć do ogromnej rzeszy ludzi. Bardzo dużo osób mówi, że jestem dla nich inspiracją. Pokazuję, że można. Myślę, że to jest w tym wszystkim najfajniejsze. Wielokrotnie na zawodach miałam sytuacje, gdy podchodzili do mnie ludzie i mówili, że czerpią ze mnie siłę. W takim momencie wiem, że wygrałam. Nie potrzebuję pucharu. To co robię i po co to robię jest wzruszające i ma o wiele głębszy sens niż tylko wygrywanie. Poprzez nasze pasje, hobby, osiągnięcia jesteśmy w stanie pomóc innym ludziom, dajemy rozrywkę, inspirację i siłę.

Mam duży fanpejdż, dużo ludzi mnie obserwuje i dzięki temu mam sponsorów. Ludzie, którzy tutaj przychodzą są dla mnie najważniejsi. Często wolę poświęcić te kilka punktów aby zrobić dobry show, burn out dla moich fanów. Bo dzięki nim tu jestem i dla nich jeżdżę.

Gdzie można Cię spotkać?

W tym momencie zakończyliśmy sezon wygrywając mistrzostwa. Na zawodach będzie można mnie zobaczyć dopiero w przyszłym roku. Samochód potrzebuje bardzo poważnej inspekcji, napraw. Będziemy na pewno jeszcze na różnych targach – na przykład w Trójmieście 28.10,br na 3TM Targach Motoryzacyjnych , gdzie serdecznie wszystkich zapraszam. Mamy różne plany w Stanach i na świecie – o tym będę informowała na fanpejdżu.

Co chciałabyś przekazać swoim fanom.

Chciałabym Wam powiedzieć, że Was bardzo kocham. Nie mówię tego, bo tak wypada. Ja to naprawdę czuję. To dzięki Wam jeżdżę i jesteście dla mnie najważniejsi. Puchary i zwycięstwa bez Was nie znaczą dla mnie nic. Bardzo Wam dziękuję, że mnie wspieracie, że mnie śledzicie w mediach socjalnych, że ze mną jesteście. Pamiętajcie, że ograniczenia są tylko w naszej głowie, marzenia po to, by je spełniać, nie poddawajcie się. Problemy i przeciwskazania są wyzwaniami, dlatego znajdźmy na to rozwiązanie. Wszystkim życzę, żebyście realizowali swoje pasje, żebyście się cieszyli życiem, bo mamy je tylko jedno.

[i] W świecie motosportu 8 garów to określenie silnika V8.

Rozmawiała: Solvita Kalugina-Bulka

Zdjęcia:

©Rafał Bachulski

©Marcin Ignatowicz

Pełna fotogaleria znajduje się tu: Polskie zwycięstwo na King of Nations International Drift Series

 

No Comments Yet.

Leave a comment

You must be Logged in to post a comment.